Jak zawsze pełna decyzji
„Jak zawsze pełna decyzji i stanowczości, pani Róża odważnie przekroczyła próg.
— Co się tu dzieje — spytała z niezadowoleniem. — Pan, przepraszam, w jakiej sprawie
Przyjrzał się jej, jakby na jej twarzy czegoś szukając.
— Podobieństwo, ha! — zawołał — wiem, z kim mam przyjemność. Pan mecenas ma prawie te same rysy co pani... — Nie ukłonił się, widać nie miał czasu czy sił na uprzejmość. Obecność służącej go krępowała. Coś nieznośnie dumnego było w tej wysokiej, kościstej postaci, po tropikalnemu jaśniejącej w pomroce przedpokoju. Chodząca pycha z panamą w ręku. Ale pani Róży wydało się naraz, iż zobaczyła w niej coś znajomego — znajomego przez samą swą jaskrawość, przez intensywność obrazu. Wciąż zerkał na służącą, jakby życząc jej, żeby się zapadła pod podłogę. Wtem wyjął spod .pachy broszurowaną białą książkę i zamiast jakichkolwiek wyjaśnień pokazał pani Róży jej okładkę.
Ujrzała czerwone litery tytułu. — Niech pan wejdzie — powiedziała tedy.
W saloniku było jeszcze jasno, lecz mecenas wchodząc tam przekręcił sztepsel. Plecami do niego stał we wnęce okna Leon i patrzył jua Aleje Jerozolimskie. Odwrócił się — Grossenbergowi zaś wydało się, iż ma przed sobą nie tyle dumę, co rodzaj zawstydzenia, zawstydzenia obrzmiałego bólem. Unikając jego oczu, Wachicki ani się nie ukłonił, ani przeprosił za najście. — Dowiedziałem się, że matka pana mecenasa znała osobę, w której młody Conrad podobno przed laty beznadziejnie się kochał — zaczął.“(2)