- Też pomysł - żachnęła
„— Też pomysł! — żachnęła się i szybko uciekła. Otworzyłem cicho drzwi i wyszedłem. Po chwili wsiadłem do samochodu. Ból w podbrzuszu zastąpiło niemiłe ssanie. Przejechałem z wolna parę uliczek i skręciłem na podwórze zaprzyjaźnionej stacji obsługi samochodów. Jej właściciel, żywe srebro, zdolny był kupić i sprzedać diabła, czym bił na głowę sztywne państwowe organizmy.
— Dzień dobry, panie Stasiu — uścisnąłem mu prawicę. — Ile za tego Wartburga
Pan Staś nie musiał oglądać pojazdu; znał go na wylot tak jak i mnie. Wiedział, że do handlu mam zdolności nie większe niż on do budowy ocjalizmu.
— W kwietniową niedzielę dostanie pan siedemdziesiąt pięć tysięcy. Góra.
—A dziś
— Dziś jest listopadowy poniedziałek. Nie może pan poczekać do wiosny
— Niestety... Siła najwyższa — zażartowałem.
— Sześćdziesiąt — rzucił pan Staś.
— Wóz jest pana — odparłem natychmiast. Pan Staś zerknął na mnie, czy aby nie żartuję,
po czym wskazał drzwi kantorka. Wszedłem. Pan Staś podsunął mi kawałek papieru.
— Oświadczenie o sprzedaży. Suma czterdzieści tysięcy. Nabywcy Reginy Kurdziel nie stać na więcej.
Napisałem oświadczenie o sprzedaży, popełniając to ostatnie chyba w swym życiu wykroczenie karnoskarbowe. Pan Staś z naturalną godnością wyciągnął z kieszeni spory stosik tysiączłotowych banknotów i odliczył kciukiem sześćdziesiąt z wprawą maszynki. Pozostało mu w ręku co najmniej dwa razy tyle, ale nie odczułem najmniejszej zazdrości. Ten stan .uwolnienia od wszelkich niskich pożądań dawał mi smak rzeczywistej mądrości, którą dane jest osiągnąć tylko niektórym ludziom. Ja przeżywałem to wszystko w błyskawicznym skrócie, od piątku do poniedziałku, jak gdyby film mego życia puścił nagle z wariacką szybkością pijany kinomechanik w peryferyjnym kinie „Fatum". Schowałem pieniądze, poklepałem po karku mój były samochód i wyszedłem na ulicę. Spieniężenie majątku zajęło mi z piętnaście minut. ,“(15)